and i'm nothing more than a line in your book

rozdziały: prolog,1, 2


3. zamyślona.

czwartek, 3.listopada.2011, 20:34
długo mnie nie było, bo nie miałam internetu. dlaczego jest tak, że im mniej mam czasu, im mniej jest tych, którzy czytają i w ogóle wchodzą, tym bardziej chcę pisać? powinnam już dać sobie spokój, ale nie umiem. póki co - staram się wrócić do żywych. dajcie mi siłę!





 


Miałam potwierdzoną przez lekarza depresję. Oczywiście, nie była to jego wina, miałam ciężkie dzieciństwo. Brałam leki, chodziłam na terapię i udawałam, że sobie radzę. Były dni, kiedy nie byłam w stanie otworzyć rano oczu, a nawet jeśli, to nie wstawałam z łóżka. Mogłam przeleżeć w nim całą dobę, nie robiąc nic, lub wpatrując się tępo w telewizor. Nie chodziłam do szkoły, nie uczyłam się, nie rozmawiałam z nikim. Wegetowałam. Nikt nie był w stanie mnie z tego wyrwać, ani mój chłopak, ani rodzina. Dopiero szczera rozmowa z nim pomogła mi się przyznać przed samą sobą, że mam problem. On też brał leki. Byliśmy dwoma wrakami emocjonalnymi – na zewnątrz wszystko pięknie, w środku waliło nam się życie. Nigdy nie wiedziałam, co go doprowadziło do takiego stanu, sama też nie wchodziłam w szczegóły.


Mój psycholog powiedział mi, że szukałam w tobie bratniej duszy. Też mi odkrycie, brał tyle kasy za godzinę, że mógłby wysilić się na coś lepszego. Bratnia dusza, pewnie. Nie myślałam o tym, kiedy mnie rozbierałeś. Ale na to psycholog też miał odpowiedź. Chciałam bliskości, ciepła, którego nikt inny mi nie dawał. Serio? Mówiłam matce, że to strata czasu. To wszystko wiedziałam sama, bez płacenia i siedzenia dwa razy w tygodniu w małym gabinecie. Potrzebowałam bliskości tylko z jedną osobą.


 


Obudził mnie zapach kawy. Miałem swoją kawalerkę, którą opłacała chojna babcia. Kaja czasami zostawała na noc, ale byłem przeciwny temu, żeby się wprowadziła. Przynajmniej zanim skończy liceum.


- Kochanie, mam dla ciebie kawę – powiedziała mi do ucha. Otworzyłem oczy. Siedziała obok, w mojej koszulce. Ładna, ba, piękna, błyskotliwa dziewczyna. Żadna głupiutka małolata, chociaż bywała naiwna. Na przykład wtedy, kiedy mówiłem, że mam zajęcia, a tak naprawdę byłem z... no właśnie. Z Leną. Przez chwilę myślałem o tych wszystkich razach, kiedy samochodem przemykałem z nią po ulicach, gdzie mogłem spotkać Kaję.


- Czuję się jak twoja sekretna kochanka – mówiła wtedy Lena, śmiejąc się serdecznie. O tak, bardzo tego chciała, wiedziałem o tym. Ja też jej pragnąłem, nie miało to nic wspólnego z chęcią zdobywania. No, może trochę. Ale zwyczajnie mi się podobała, była inna niż Kaja. Bywała spięta, ale wiedziałem, że to ja tak na nią działałem. Uśmiechnąłem się pod nosem. Lena. Potrząsłem głową, żeby odgonić jej obraz. Intensywnie wlepiłem wzrok w Kaję, żeby to na niej się skupić. Długie, kasztanowe włosy, kręcone na końcach. Pełne wargi, idealny biust. Szczupły brzuch, wąska talia. Długie, zgrabne nogi. Mały ślad cellulitu pod pośladkami, nadający jej jednak kobiecości, kompletnie nie wpływający na to, że była nieatrakcyjna. Przeciwnie, dzięki temu wydawała się bardziej ludzka. Ubrana w t shirt, który ledwo zakrywał pośladki, wyglądała super seksownie. Wziąłem kawę z jej dłoni i pocałowałem Kaję w ramię.


- Jesteś najlepszą dziewczyną na świecie – powiedziałem, nawet tak myśląc. W tym momencie była najlepszą dziewczyną. Kaja uśmiechnęła się skromnie. W policzku pojawił się mały dołeczek. Wstała i odsłoniła rolety, wpuszczając do pokoju trochę światła słonecznego. Pięknie wyglądała jej opalona skóra w promieniach słońca. Bez wątpienia była zjawiskowa. W zupełnie inny sposób, niż Lena.


- Byłabym jeszcze lepszą, gdybym mogła tu zamieszkać – zaczęła ostrożnie, zbierając z ziemi swoje ciuchy. Przewróciłem oczami, skopując kołdrę na ziemię. Znowu ta sama gadka. Kaja raz na jakiś czas zaczynała przekonywać mnie, że powinna się do mnie wprowadzić. Na litość boską, ledwo skończyła siedemnaście lat. Po co się tak spieszyć? Wstałem z łóżka, odstawiłem kubek z kawą na biały stolik i chwyciłem Kaję za ramiona.


- Mała, proszę, nie poruszaj tego tematu. Idź pod prysznic, zaraz do ciebie dołączę – szepnąłem jej we włosy, delikatnie ściskając jej pośladek. Zachichotała, podbiegając do łazienki. Zdjęła koszulkę i rzuciła ją we mnie.


- Nie będę długo czekała! - zapewniła, przymykając drzwi.






 


Niby kogoś miała. Odniosłem wrażenie, że to jedyny powód, dla którego tyle zwlekaliśmy. Chociaż może nie. Była dziewczyną z zasadami. Przynajmniej do czasu.


Czasami rozmawialiśmy o nim, nie wiem nawet, jak miał na imię. Ja też nie dzieliłem się za bardzo historiami o Kaji. To może za bardzo by nam przypomniało, że robimy coś złego.


W klubie rozstaliśmy się raczej chłodno. Przyznaję, że trochę z nią pogrywałem; ale Lena rozumiała moje zachowanie, jak mało kto. Zobaczyłem ją, jak tylko weszła do środka. Znałem ją na tyle, żeby wiedzieć, że jest wystraszona. Może nawet przerażona. Maskowała to mocnym makijażem, który u niej jak u nikogo oznaczał desperację. Ubrała obcisłą sukienkę, aż krzyczącą, że potrafi się dobrze bawić i wcale nie robi tego na pokaz. Nawet teraz o tym myśląc, uśmiechnąłem się pod nosem. Oczywiście, że robiła to na pokaz. Wiedziała, że tam będę. Że pewnie przyprowadzę Kaję. Chciała ją zobaczyć, porównać, sprawdzić, jak się zachowam. Jak na nią zareaguję. Nie musiała nic mówić, była przewidywalna. Specjalnie podeszłem do baru, sprawdzić jej reakcję. Widziałem spłoszone spojrzenie, zaciśnięte dłonie, szybszy oddech. Lena się bała. Padło między nami tego dnia wiele nieprzyjemnych słów, zarówno z mojej strony jak i z jej. Trochę wypiłem, byłem zły, że, chociaż w życiu bym się nie przyznał, zrobiło na mnie wrażenie jej przyjście. Minął miesiąc od naszego seksu. Na uczelni raczej nie prowadziliśmy płomiennych rozmów, w drodze do szkoły też szczególnie nie rozmawialiśmy. Widziałem jej zgaszone spojrzenie i podkrążone oczy. Pewnie nie układało jej się z chłopakiem. Może już się rozstali. A ja nadal byłem z Kają. Ona zrobiła to, bo psuł jej się związek. A ja? Ja miałem przecież świetne relacje ze swoją dziewczyną. Więc czemu to zrobiłem? Odpowiedź była chyba banalna – po prostu jej chciałem.


Miałem ochotę wziąć telefon i zadzwonić, powiedzieć jej to wszystko, że widzę ją w tylu szczegółach, że wszystko wokół czasem krzyczy jej imię, ale to by było kompletnie nie w moim stylu i zresztą, niczego sobie nie obiecywaliśmy.


To miał być tylko seks, którego obydwoje chcieliśmy, a który, gdyby niósł za sobą emocje, za bardzo pokomplikowałby nam życie. Nie umawialiśmy się co prawda na to, ale myślałem, że takie ma podejście. Jeden skok w bok od jej nudnego chłopaka i koniec. Ale nie wziąłem pod uwagę tego, że wszystko poprzedzało wiele godzin rozmów, wzajemnego docierania się, poznawania. Nie była przypadkowo poznaną w barze dziewczyną, której imienia bym nie znał. Była z krwi i kości, miała swoją historię i plany. Znałem to wszystko, a odkrywając ją kawałek po kawałku, poznawałem ją jeszcze lepiej.


 


Wzięłam bletkę, wykruszyłam na nią odrobinę tytoniu z papierosa, a resztę zapełniłam trawką. Szybkie, sprawne ruchy. Raz, dwa, trzy, skręt gotowy. Uśmiechnęłam się kpiąco pod nosem; to on, to Kuba mnie tego nauczył. Głupie wierszyki i robienie skrętów. Dużo wyniosłam z naszej znajomości.


Podpaliłam go zapalniczką i usiadłam na balkonie. Cholerne lato. Cholerne słońce. Trawka pomagała mi dużo lepiej niż tabletki, które zapisywał mi lekarz. Twoje życie będzie dobre, jak je połkniesz. No już, Lena. Łykaj, łykaj. Wsadź sobie je w dupę, pomyślałam. Zaciągnęłam się powoli, dawkując dym, który dostawał się do moich płuc. W innym wypadku już dawno padłabym na serce lub astmę.


Tęskniłam. Skończona debilka, tęskniłam za nim. Łapałam się na tym, że chciałam do niego zadzwonić i zapytać, czy słyszał o nowej piosence naszych ulubionych wykonawców. A czy już widział nowego Allena? Może pójdziemy razem? A co powiesz na wspólny obiad? Ciągle coś. Ciężko było wyrzucić go z głowy. Myślałam sobie, że zrobimy to i zainteresowanie nim minie. Ta głupia miłostka przejdzie, jak wreszcie dobierze się do moich majtek. Cóż, tak się nie stało. Nie umiałam podejść do tego chłodno, bez emocji. Po prostu mu się oddać i liczyć, że to nie będzie nic znaczyło. Wrócę do mojego chłopaka, a on do swojej idealnej dziewczyny. Dlaczego ja musiałam wyjść na tym jak skończona idiotka?


Bo byłam skończoną idiotką.


- Wszyscy podejrzewają, że ty i Kuba, no wiesz... macie się ku sobie – powiedziała szeptem Natalia, stawiając tacę na stole. Siedziałyśmy w szkolnym bufecie, nikogo nie było obok, ale nigdy nie wiadomo, kto mógł stać za drzwiami. To było wiosną, kiedy o niczym oczywiście nie było mowy. Pomijając ucieczki z zajęć i wspólne dnie. Skubnęłam jej kurczaka z sałatki i parsknęłam śmiechem.


- No co ty dajesz. Chyba wiadomo, że mam swojego chłopaka. Kuba też się z jakąś dziewczyną umawia – zaprzeczyłam, może trochę zbyt gwałtownie. Natalia uniosła brwi; nie bardzo w to wszystko wierzyła.


- Serio? Ja ci może powiem, jak to wygląda: wychodzisz z sali, a chwilę potem Kuba opuszcza zajęcia. Dodaj jedno do drugiego i zastanów się, co ty byś pomyślała o takiej dwójce – mruknęła. Już miałam ponownie zaprzeczyć, kiedy faktycznie doszło do mnie, jak to wygląda. Jakbyśmy wymykali się na szybki numerek, czy coś takiego. Nie mniej jednak, wzruszyłam ramionami, udając wyluzowaną.


- Dobrze wiesz, że to tylko tak wygląda.  Nie ma w tym żadnego pokrycia – zapewniłam. Natalia założyła nogę na nogę i chwyciła do ręki frytkę.


- Może.  Ale prędzej czy później coś się wydarzy. Doskonale o tym wiesz – zawyrokowała.

Komentarze (2), Dodaj



.